Home » Lokalizacja » dolnośląskie » Opuszczony Poradziecki Szpital – Mała Moskwa – Legnica, woj. dolnośląskie
00

Opuszczony Poradziecki Szpital – Mała Moskwa – Legnica, woj. dolnośląskie

Kolejny dłuższy okres bez większej aktywności na stronie, ale najwyższy czas nieco nadrobić zaległości. Miejsce, które zdecydowałem się Wam pokazać tym razem jest moim zdaniem bardzo wyjątkowe. Przede wszystkim jest jednym z największych obiektów, jakie miałem okazję zwiedzać w ramach tego projektu. Ma też bardzo ciekawą, choć niespecjalnie długą względem niektórych publikowanych tu miejsc historię.

Kompleks szpitalny w Legnicy, który jest tematem tego wpisu został wybudowany w 1929 roku przez Niemców i służył żołnierzom Wehrmachtu. I Szpital Wojskowy (Das Standortlazarett Liegnitz) przyjmował rannych z wszystkich frontów. Po wojnie cały kompleks został przejęty przez wojsko radzieckie (konkretnie Północną Grupę Wojsk Armii Radzieckiej) i przekształcony w Centralny Szpital Północnej Grupy Wojsk.

Pod radzieckim zarządem obiekt ten pełnił funkcję szpitala ewakuacyjnego na wypadek wojny, więc przez większość czasu wykorzystywano jedynie około 1/3 z wszystkich 650 łóżek szpitalnych. Personel składał się z najlepszych specjalistów Związku Radzieckiego, a sam obiekt w tamtym czasie był jednym z najnowocześniejszych i najlepiej wyposażonych szpitali.

Jak już wspomniałem obiekt jest duży. Cały teren szpitala, który oddzielono od reszty miasta wysokim betonowym murem to ponad 6 hektarów (wg. niektórych źródeł 7ha). Było tutaj wszystko, co mogło zapewnić pacjentom komfortowy pobyt i rekonwalescencję. W skład kompleksu oprócz budynków szpitala, czy też przyszpitalnej apteki wchodził także m.in. kryty basen, sala konferencyjna, kino, sklep itd.

Analizując dane, które są ogólnodostępne w internecie, a także informacje, które udało mi się uzyskać już na miejscu, można stwierdzić, że obiekt ten miał duże znaczenie dla Wojsk Radzieckich. Świadczy o tym m.in. fakt, że szpital został wyposażony we własną bocznicę kolejową, a na jego terenie znajdowały się kiedyś aż cztery stacje paliw. Rosjanie utworzyli tu nowoczesny szpital, który nawet w chwili obecnej przypomina nieco sanatorium, czy też ośrodek wypoczynkowy. Świadczą o tym m.in. sporych rozmiarów tarasy (które można znaleźć po drugiej stronie budynku widocznego na pierwszym zdjęciu), ogromny i dobrze zagospodarowany teren, który z pewnością sprzyjał spacerom, a także pewien ciekawy fakt dotyczący zieleni, jaka otacza szpital.

Drzewa, których na tym terenie jest dość sporo zostały ponoć sprowadzone jako młode sadzonki specjalnie aż z Rosji i są to podgatunki niewystępujące naturalnie w żadnym innym miejscu w Polsce. Tego faktu nie mogę niestety potwierdzić w żaden sposób, ale dotarłem do informacji, że co jakiś czas pojawiają się tam grupy ekologów, które badają te drzewa. Komuś najwyraźniej bardzo zależało na tym, by na terenie szpitala pacjenci czuli się jak u siebie.

Oczywiście nastręcza to właścicielom dodatkowych problemów… Wyjątkowych drzew nikt nawet nie waży się przycinać, czy też wycinać, a niektóre z nich są już tak naruszone zębem czasu, że podczas większych burz, czy wiatru łamią się i czasami zdarza się, że jakiś konar uszkodzi nieco budynki szpitala.

Po opuszczeniu kompleksu przez Wojsko Radzieckie został on przekazany Zabużanom, czyli osobom, które pozostawiły swoje majątki za obecną wschodnią granicą Polski. Na chwilę obecną obiekt jest zamknięty i popada w ruinę. Z tego co udało mi się ustalić szpital jest wystawiony na sprzedaż, a właściciele (podobno na chwilę obecną są to 24 osoby!) nie mają pomysłu co zrobić, by w jakikolwiek sposób go zrewitalizować, czy też zachęcić ewentualnych inwestorów.

W chwili obecnej budynek szpitala stoi zupełnie pusty, zabezpieczony i zamknięty. Nie znaczy to jednak, że jest on całkowicie niedostępny i przy odrobinie dobrej woli można się całkiem legalnie dostać do środka, by pozwiedzać i porobić fotki.

W Legnicy pojawiłem się dość wcześnie rano, jak to zwykle u mnie bywało – byłem przejazdem, wracałem właśnie do domu. Na teren kompleksu udało mi się wejść jak tylko zrobiło się nieco widniej, niestety na efektowny wschód słońca nie było co liczyć.

Pierwszym elementem, jaki udało mi się zobaczyć był kryty basen. Budynek z zewnątrz jest dość niepozorny, ale sam basen nie należy do najmniejszych. W chwili obecnej jest nawet częściowo wypełniony wodą, która nieustannie i dość głośno kapała z sufitu.

Dookoła jest dość sporo śladów wandalizmu, w całym obiekcie ich niestety nie brakuje. W niecce basenu znajduje się mnóstwo śmieci, a nawet kilka mebli, które pierwotnie stały chyba w pomieszczeniach dla personelu. Postanowiłem nie zatrzymywać się tu na dłuższą chwilę.

Kolejne miejsce, któremu mogłem się przez chwilę przyjrzeć może co wrażliwszym eksploratorom odrobinę zjeżyć włosy na głowie. Niewielka kaplica, która od zewnątrz jest chyba najlepiej zachowanym budynkiem na całym terenie początkowo sprawiała wrażenie normalnego miejsca codziennej modlitwy.

Wystarczyło jednak przekroczyć jej próg, by zrozumieć, że jej główną funkcją było zupełnie coś innego.

Zanim poszedłem dalej, w kierunku drzwi widocznych na zdjęciu powyżej, zainteresowałem się widoczną na ścianie mozaiką.

Krzyż ten został podobno wykonany z kawałków szkła i jest to stuprocentowo ręczna robota. Dowiedziałem się, że konserwator zabytków podjął próbę uratowania tego dzieła poprzez jego rozebranie i przeniesienie na inną powierzchnię, ale całość jest zbyt krucha i raczej nie uda się jej bez szwanku zdemontować.

Pomieszczenie, które skrywa się za widocznymi wcześniej drzwiami również nie pozostawia żadnych wątpliwości w kwestii swojego przeznaczenia.

Jeszcze jakiś czas temu można tutaj było zobaczyć charakterystyczny stół, dziś pomieszczenie jest puste i ogołocone z wszelkiego żelastwa. Jedyne, co jeszcze pozostało, to umywalki, lampa i specyficzny zapach tego miejsca.

Opuszczając kaplicę skierowałem swoje kroki w kierunku budynku głównego. Otworzyłem ciężkie, drewniane drzwi i znalazłem się w niewielkim wiatrołapie przylegającym do dyżurki. Zamknąłem drzwi i udałem się do przestronnego korytarza z ciekawie wyglądającą klatką schodową.

Budynek na pierwszy rzut oka trzyma się całkiem nieźle, ale w wielu miejscach widoczne są już ślady czasu. Nie to jest jednak najgorsze… Podobno jeszcze jakiś czas temu całkiem sporo elementów wyposażenia szpitala leżało na swoich miejscach. Dziś szpital jest praktycznie pusty, oczyszczony z całego inwentarza. Powodem może być jedynie jedna rzecz: nagminne włamania, kradzieże oraz niszczenie wszystkiego, co stanęło na drodze. Jeden z niewielu pokoi, w których zauważyłem jeszcze elementy pierwotnego wyposażenia wygląda następująco:

Na terenie całego obiektu można znaleźć bardzo wiele podobnych aktów wandalizmu, a także śladów pozostawionych przez „imprezowiczów”. Osoby zatrudnione do pilnowania tych zabudowań toczą nieustanną walkę z wandalami i efektami ich wizyt w tym szpitalu. Każda wybita szyba i każde wyłamane drzwi są w miarę możliwości naprawiane, lecz prawie natychmiast pojawiają się kolejne wybite szyby i uszkodzone drzwi. Po co to wszystko?

Piętro wyżej znalazłem interesujące pomieszczenie, które swoim układem przypomina niewielką aulę lub salę konferencyjną. Raczej nie była to kaplica, ani sala kinowa, o której tutaj już wspominałem.

W centralnym punkcie znajduje się jeszcze niewielkie podwyższenie, przypominające scenę.

Ślady wilgoci widoczne na suficie piętro tuż przy spiralnej klatce schodowej pochodzą właśnie z tego pomieszczenia. Podczas większych opadów woda musi tu ściekać strumieniami…

W jednym z korytarzy tuż obok tej sali znalazłem miejsce, gdzie kiedyś musiały funkcjonować okienka rejestracji. Stąd również zniknęło całe ruchome wyposażenie, pozostały jedynie drewniane boksy, w których pewnie przechowywano kiedyś dokumenty.

Postanowiłem się odrobinę pokręcić w tej części budynku i poszukać czegoś ciekawego. Natrafiłem na ciekawie wyglądającą klatkę schodową. Czas zrobił tu swoje, ale to tylko dodało tym schodom uroku.

Niestety im wyżej, tym więcej śladów wilgoci, a powód ukazał się moim oczom tuż przed wejściem na ostatnie piętro.

Podobnie jak w innych pomieszczeniach tutaj też niewiele można znaleźć. Nie znam rosyjskiego ani cyrylicy, ale sądząc po rozkładzie pokoi oraz tabliczkach na drzwiach, musiały tu być pokoje lekarzy oraz miejsca, gdzie urzędowali pracownicy administracyjni.

Postanowiłem zejść piętro niżej i poszukać przejścia do kolejnej części szpitala. Udało mi się to bez żadnego problemu, ale widok głównego korytarza coś mi uświadomił…

Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie ma praktycznie żadnych szans, żebym w ciągu tej mojej krótkiej wizyty zajrzał tutaj w każdy kąt. Budynek główny jest ogromny, sam korytarz ma na oko ponad 200 metrów długości, a w tej części są aż cztery kondygnacje. Ten mój pośpiech, który przez ostatnie dwa lata towarzyszył mi prawie cały czas jest czasem mocno irytujący…

Skoro już doszedłem do takiego wniosku, postanowiłem w pierwszej kolejności odszukać najciekawsze pomieszczenia, które według moich informacji znajdują się na pierwszym piętrze. Idąc tym tropem natrafiłem wkrótce na pomieszczenie, które z pewnością służyło jako sala intensywnej opieki.

Zachowała się tutaj wbudowana w ścianę półka, na której przechowywano prawdopodobnie leki i opatrunki. Nie jestem w stanie Wam przetłumaczyć co konkretnie tam się znajdowało. Jeśli ktoś z Was jest w stanie to zrobić, dajcie znać w komentarzach :)

W tym miejscu muszę zwrócić uwagę na pewien denerwujący fakt. To pomieszczenie było pierwszym, ale nie ostatnim miejscem w szpitalu, w którym natknąłem się na wypisany markerem na ścianie adres bloga o tematyce urbexowej. Celowo nie podam tego adresu, bo osoba, która te napisy pozostawiła nie zasługuje na dodatkową reklamę. Dla mnie takie zachowanie to dno totalne, a „reklamowanie” swojej strony w ten sposób przynosi raczej odwrotny efekt.

Kolejne pomieszczenie, w którym zatrzymałem się na dłuższą chwilę jest już dość znane i charakterystyczne. Mowa oczywiście o sali operacyjnej.

Tą wannę kojarzy już chyba każdy, kto chociaż odrobinę interesuje się tematyką eksploracji miejskiej.

Blok operacyjny jest już dość mocno zdewastowany. Wybite szyby, zabazgrane ściany… Po charakterystycznej lampie pozostał już tylko stelaż.

W poszukiwaniu kolejnych ciekawostek natrafiłem na klatkę schodową podobną do tej, która znajdowała się przy wejściu głównym. Lubię tego typu klimaty, ale szczerze mówiąc do momentu, gdy wszedłem na ostatnie piętro nie widziałem raczej nic ciekawego w tych konkretnych schodach. Z tego miejsca wyglądają znacznie lepiej.

Jak już wspomniałem prawie całe wyposażenie zostało już stąd zabrane. Większość pomieszczeń zieje pustką, w niektórych pozostały elementy mebli, które były trwale przytwierdzone do ścian. Znalazłem również zdewastowane elementy oznakowania szpitala oraz tajemnicze skrzynie transportowe. Kolejna ciekawostka z całego zestawu interesujących rzeczy, jakie można tutaj spotkać.

Wiadomo, że nie wszystkie pomieszczenia służyły jako sale dla pacjentów, wiele z nich pełniło całkiem odmienne funkcje, ale to dałoby się ocenić właśnie dzięki elementom brakującego wyposażenia. Do czego mogło służyć to pomieszczenie? Archiwum? Magazyn pościeli? Nie mam pojęcia.

Czas już, żebym powoli kierował się w stronę drzwi, niestety tego dnia nie mogłem zostać dłużej. Przez zbitą szybę jednego z okien zauważyłem niewielki budynek, który wygląda, jakby postawiono go pośrodku parku.

Jego przeznaczenie dość łatwo było określić, przechowywano tutaj sprzęt służący do utrzymania w porządku terenu wkoło szpitala.

Przed odjazdem postanowiłem jeszcze odrobinę pokręcić się po terenie okalającym szpital. Znalazłem skrzydło, w którym znajduje się blok operacyjny.

Zauważyłem też kilka dodatkowych wejść, ale każde z nich jest dobrze i solidnie zabezpieczone. Patrząc na stan niektórych okien i pomieszczeń stwierdzam, że to bardzo dobry krok ze strony właścicieli.

Tuż obok znajduje się jeszcze stary pawilon, prawdopodobnie mieścił się tu sklep, może stołówka dla pracowników.

Do środka da się wejść bezpośrednio przez wybitą witrynę, ale drzwi też nie są zamknięte.

Da się tu od razu zauważyć dwie rzeczy: po pierwsze, że budynek został przedzielony ścianką mniej więcej na pół, po drugie… natura upomina się o swoje.

Wspomniana druga część pawilonu jest totalnie zdemolowana i zaśmiecona. Jedyna rzecz, która warta jest pokazania, to pewne urządzenie przypominające centralę lub tablicę rozdzielczą.

Niestety na mnie już czas. Tym razem nie udało się zobaczyć dostatecznie dużo, ale to tylko wzmaga apetyt. Decyzja o rewizycie zapadła praktycznie tego samego dnia i wyjazd być może dojdzie niedługo do skutku. Fotorelację dzielę zatem na części i w tym miejscu nie napiszę żadnego zakończenia.

Wkrótce wracam do tego wspaniałego miejsca, które ma niezwykły klimat i skrywa wiele ciekawostek. Uczucia, jakie towarzyszy podczas zwiedzania tego szpitala nie da się porównać z niczym innym, co czyni te budynki jeszcze bardziej niezwykłą i pociągającą lokalizacją. Do zobaczenia zatem :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*